Menu Poker1
- Strona Główna
- WSOP 2011
- Artykuły
- Poker News
- Forum
- Komiks Pokerowy
Wszystko o pokerze
- Zasady Pokera
- Układy w pokerze
- Odmiany Pokera
- Historia
- Słownik
Poker w Internecie
- Praktyczne informacje
- Gra poker za darmo
- Poker na kasę
- Strategie i porady
- Analizy pokerowe
- Przegląd turniejów
Różności pokerowe
- Poker profesjonalny
- Poker na żywo
- Do poczytania
- Wasze pytania
Do €1.800 miesięcznie
i mnóstwo gadżetów
w sklepie Paradise
Sprawdź jakie korzyści daje Klub Gracza
Texas Holdem: dwie karty zamiast pięciu - i to ma być poker...?
Pamiętam dobrze moje początki na snowboardzie. Rok 1992: ciekawostka na stoku, zdziwione spojrzenia narciarzy, czasami parsknięcie śmiechem. "Jak to, jedna deska zamiast dwóch?". I pierwsi przyjaciele, którzy chcieli spróbować. Kto spróbował raz - wpadł w to na zawsze i jeździ z nami co roku. A narty? Wolne żarty!
Wszystkiemu winna telewizja
Rok 2005, lato, późny wieczór na kanapie, surfuję intensywnie ale po telewizyjnych kanałach. Zaniosło mnie aż do Travel&Living - a tam dwóch kolesi naprzeciw siebie i krupier. O co chodzi? Poker. W telewizji? Niech będzie. Czasem graliśmy z chłopakami, zobaczymy jak to robią zawodowcy. Zaraz, zaraz. "Jak to, dwie karty zamiast pięciu?". Po co te trzy na stole, potem czwarta i piąta? W dodatku odkryte? A gdzie wymiana i dobieranie?
Pięć minut poźniej znałem odpowiedzi na wszystkie pytania. Proste zasady, do tego komentarz i kamerka, która zdradza karty grających. Więcej mi nie trzeba było. Na stole w Barcelonie grube tysiące dolarów w żetonach wciąż zmieniały właścicieli a ja już siedziałem przy komputerze. Palce wstukiwały kolejne adresy i hasła w wyszukiwarkę. Poker, heads-up, texas, holdem... Po tygodniu byłem gotowy. Przypomniało mi się od razu, że mój bukmacher internetowy zapraszał mnie ostatnio do pokera - reszta poszła z górki.
Coś nowego, coś innego
Miesiąc pózniej deja-vu jak ze snowboardowych wakacji - pokerowy wieczorek z kumplami, klasyczny dobierany pięciokartowy , do tego piwo i mecz. Rzucam pomysł: "Może spróbujemy inaczej? Tak grali w telewizji, zobaczcie..". To samo pytanie: "Dwie karty zamiast pięciu?" Tak. No to dalej. Jeszcze jedno rozdanie? Jasne! Od tego wieczoru przeszliśmy na bigamię. Dwie karty zamiast pięciu - bez żadnego wymieniania. I tak gramy do dzisiaj.
Texas Holdem to odmiana pokera, która w ten sam sposób podbiła cały świat na początku XXI wieku. Zaczęło się od telewizyjnych relacji z turniejów z zastosowaniem mikroskopijnych kamer, które od razu pokazywały widzom karty grających. Do tego infografika na ekranie, procentowe szanse na wygraną, przebieg licytacji i fachowy komentarz. Pokerowy stripitiz na całość. I chyba ten sam głos w każdej głowie, która to oglądała: "Moment, to żadna filozofia. Mam karte to gram, nie mam to pasuje. Prosta sprawa, mógłbym tam siedzieć z nimi i zgarniać tą całą kasę."
Let's Make some Money !
Czy to faktycznie takie proste? I tak i nie. Ale raczej tak, czego w roku 2003 na oczach całego świata dowodzi młody księgowy z Tennessee, Chris Moneymaker, amator zdobywający mistrzostwo świata WSOP w Texas Holdem. Nazwisko jak z bajki, dwa i pół miliona dolarów na koncie, a co najlepsze - inwestujący w tę przygodę niecałe 40 dolarów wpisowego w turnieju eliminacyjnym. I żeby jeszcze dolać oliwy do ognia - dokonał tego przez internet. Nie było innego wyjścia - cywilizowane kraje w których poker znaczył ciut więcej niż szulerka i przekręty ogarnęło szaleństwo. Każdy chciał grać. Każdy chciał być drugim Moneymakerem.
Mniej znaczy więcej
Co takiego jest w Texas Holdem, że niemal każdy z odrobiną zacięcia do rywalizacji od razu łapie bakcyla? Może fundamentalna formuła, którą wpajano mi w czasach pracy w reklamie: "Less is MORE" (mniej znaczy więcej). Po co kombinować, skoro najlepsze są proste, ale trafiające celu i dające możliwość szerokiej interpretacji rozwiązania? Zasady Holdema są przecież tak banalne, że nowemu graczowi można je wyłożyć w trakcie tasowania kart do następnego rozdania.
Każdy dostaje dwie własne karty, zakryte, potem na stół wjeżdżają trzy, potem czwarta a na końcu piąta. W między czasie licytujemy, czyli dokładamy do puli albo wycofujemy się z gry. Korzystając z dwóch kart w ręku i pięciu na stole układamy nasz najsilniejszy układ pokerowy (para, dwie pary, trójka, strit itd) i mamy nadzieję, że to starczy na przeciwników. Oczywiście pozory mylą, a Texas Holdem jest tak naprawdę bardzo kompleksową grą, na temat której powstała cała masa książek i drugie tyle dyskusji w internecie. Fakt pozostaje faktem - gra ma w sobie coś magicznego. Co?
Emocje na własne życzenie
Może to właśnie ta doza niepewności, ukryta pod dwiema kartami naszego rywala? Trochę jak w dobrym kryminale - wszyscy znamy dużo faktów, pojawiają się nowe ale do końca nie jesteśmy pewni zakończenia. Kto okaże się kolejną ofiarą a kto bezwzględnym mordercą? Kto wyjdzie cało z opresji a kto straci wszystko?
A może to właśnie nieoczekiwane zwroty akcji, których ciężko doszukać się w dobieranym pokerze, tak popularnym w naszych stronach. Tam mamy właściwie dwa "momenty" - jakie karty dostanę na początku i jakie dostanę po wymianie. A Texas to prawdziwy rollercoster hazardowych emocji: co dostanę do ręki? Kto jak będzie licytował? Co przyjdzie na flopie ? Co na turn a co na river? Kto wymięknie a kto zdecyduje się na blefa i którym momencie?
A może to właśnie idealny balans między umiejętnościami, których posiadanie lekceważą amatorzy i chwilowym łutem szczęścia, za który dziękują grze profesjonaliści? Czemu nie rzucimy wyzwania w szachy Kasparovowi albo w golfa Tigerowi Woodsowi? Wiadomo czemu. A teraz znajdźcie mi pokerzystę, który nie siadłby do stołu z Doylem Brunsonem czy Danielem Negreanu . Poker jest chyba jedynym sportem, gdzie amator dysponujący niewielkim nawet kapitałem startowym może zagrać przy jednym stole w turnieju z mistrzem, którego znają miliony kibiców na świecie. Co lepsze, może go ograć. A potem zrobić sobie z nim zdjęcie, dostać autograf i szczęśliwy wrócić do domu.
Jedna deska i dwie karty
A może na końcu to właśnie tkwiące w naszych genach odwieczne pragnienie rywalizacji, przeżywania emocji, upadków i wzlotów, skumulowanych tu w kilkudziesięciu rozdaniach na godzinę? Albo pozbawione większego sensu igranie z losem, zabawa z ryzykiem i szukanie swojego przeznaczenia w wyrokach talii kart? Nie wiem. Jedno jest pewne - Texas Holdem wciągnął mnie tak samo jak przed 15 laty snowboardowa deska, oferując dokładnie te same wrażenia, emocje i adrenalinę, ucząc tak samo pokory, dyscypliny, samozaparcia w dążeniu do bycia coraz lepszym. A co najważniejsze - dał mi możliwość zarażenia tym sportem najbliższych, dał dobry pretekst do regularnego spędzania z nimi paru wolnych chwil i dobrej zabawy. I to bez konieczności jeżdżenia tam, gdzie akurat leży śnieg...
Massca
Powiązane materiały:
Wasze komentarze:
swietny artykuł,
podesle go znajomym ktorzy nie sa przekonani do pokera.
ujołeś w nim wszystko co najwazniejsze.
To prawda Texas to prawdziwy esport jak dla mnie coś czego od dawna szukałem w wolnych chwilach
fajny tekst. miałem tak samo jak sie przesiadałem z windsurfingu na kite’a – inny level, inne emocje.
a w karty po pływaniu miło zagrać :)
“Albo pozbawione większego sensu igranie z losem, zabawa z ryzykiem i szukanie swojego przeznaczenia w wyrokach talii kart?”
Pięknie napisane…
Brawa dla autora tekstu…




